Rozmowy o ŻYCIU PEŁNĄ PIERSIĄ: wywiad z Iwoną Pietrzak-Frens

pod redakcją Karoliny Bober z Fundacji „Pełną Piersią”

Ostatni kwartał 2015 roku był dla Fundacji bardzo pracowitym miesiącem. Odbyła się druga edycja BRA DAY Polska. Nie udałaby się bez naszych wspaniałych dziewiętnastu modelek, cudownych kobiet po rekonstrukcji piersi, które wygrały bardzo ciężką walkę z rakiem piersi. Dzisiaj każda z nich jest aktywnym wulkanem pozytywnej energii. Chciałabym w tym wywiadzie, w naszych Rozmowach o życiu Pełną Piersią, porozmawiać z jedną uczestniczek naszej Gali BRAvissime Iwoną Pietrzak-Frens.

W rodzinie Iwony wszystkie kobiety od strony matki, przegrywały walkę z nowotworem piersi w wieku 49 lat. Kiedy umierała jej mama, Iwona była w szóstym miesiącu ciąży. Całe życie miała wrażenie, że rak jest tak powszechnie nieuleczalny, że podświadomie czekała na jego przyjście. Pogodzona z losem (!) wykryła u siebie spore zmiany w piersi. Brak zaskoczenia, bo przecież za chwilę będzie miała 49 lat. Rodzinna historia nie napawała optymizmem, a Iwona miała wrażenie, że dosłownie umrze psychicznie, że sobie nie poradzi. Okazało się, że jej jedynym i szczęśliwym ratunkiem poza leczeniem, byli przyjaciele i znajomi, którzy podjęli słuszne działaniai natychmiastową reakcję. Zapraszam do lektury.

K.B. Cześć, dziękuję bardzo za spotkanie. Opowiedz proszę, jak wykryłaś u siebie guzki. Czy badałaś się sama w domu, metodą palpacji?

I.P.F. – Wiedziałam, że będę chorować, więc po co miałam się badać. Bałam się to oczywiste, nie chciałam się operować, bo dla mnie to było jednoznaczne z wyrokiem. Sama choroba nie była problemem, największą przeszkodą było przekonanie, że nie poradzę sobie psychicznie. Obserwowałam jak chorobę znosi moja mama i mimo iż wiedziałam, że zachoruję, nie byłam na to gotowa.

K.B. A to nie jest też trochę tak, że za mało jest miejsc, gdzie możemy zasięgnąć porady, pomocy, wsparcia w przypadku choroby? Nikt nie mówi, jak postępować, jak psychicznie wytrzymać?

I.P.F. Tak, dokładnie. Całe szczęście, że mam przyjaciół, którzy wyciągali mnie na siłę z domu na badania. Bez nich nie dałabym sobie rady. To oni ciągnęli mnie za rękę, za głowę za wszystko za co się dało do lekarzy.

K.B. Kiedy i jak dowiedziałaś się o chorobie?

I.P.F. Zachorowałam w 2012 roku, więc bardzo niedawno. Namacalne guzki pojawiły się bardzo szybko, miałam wrażenie, że na przełomie dwóch tygodni pojawiła się zmiana, zaczął uwierać mnie biustonosz, wtedy zorientowałam się, że coś jest nie tak, że coś tam jest.

K.B. A co dla Ciebie było najcięższe w chorobie?

I.P.F. Najcięższa była chemioterapia. Przeszłam cztery cykle, chemii czerwonej. To nie tylko to, że człowiek chudnie, wymiotuje, ma ciągłe mdłości. Przez dwa tygodnie od podania chemii nie mogłam jeść, zatracała mi się ocena odległości. Wrażenie zaburzeń błędnika, uciekają podstawowe myśli. Ciężko jest zapamiętać małe rzeczy. Czasami jeszcze się to zdarza. Dodatkowo jak nie ma się żadnego wsparcia albo stany nerwowe to naprawdę może być bardzo ciężko. Dodatkowo w czasie mojej choroby, podczas chemioterapii opuścił mnie mąż, nie wytrzymał napięcia. Podczas BRA DAY 2015, gdzie przy luźnych dyskusjach w kuluarach z paniami po nowotworach piersi, okazało się, że moja historia nie jest wyjątkiem, wielu mężczyzn, nie przechodzi tej próby, napięcia. To tak jakby kobieta składała się głównie z piersi.
W tej chwili mam wspaniałego partnera., który dopinguje mnie bardzo, między innymi do wystąpienia na wybieg.
Niestety po rekonstrukcji piersi pojawił się problem z gojeniem kompleksu otoczka brodawka. To właśnie mój obecny partner namówił mnie do wykonania tatuażu na rekonstruowanej piersi. Jestem mu za to bardzo wdzięczna.

K.B. Diagnoza nowotworowa to rzeczywiście duże wyzwanie dla najbliższych pacjentki, Ty na szczęście w czasie choroby mogłaś liczyć na wsparcie przyjaciół?

I.P.F. Miałam tak ogromne wsparcie wśród przyjaciół, że w związku z nim czułam się w obowiązku wyjścia z choroby (śmiech). Drugim ogromnym szczęściem był moment, kiedy trafiłam do doktora P. Pluty, którego podejście do mojej choroby było zupełnie naturalne. Jest Pani młoda, tu wytniemy, zrobimy i będzie dobrze. Po operacji jak przyszłam na kontrolę okazało się, że goi się rewelacyjnie. Byłam bardzo szczęśliwa.

K.B. A co byś chciała powiedzieć, przekazać kobietom, które zastanawiają się nad rekonstrukcją piersi?

I.P.F Oczywiście, że zrobić! Ja mogę pokazać, mogę dać dotknąć (śmiech) mogą popatrzeć na moją twarz i zobaczyć, że jestem uśmiechnięta, zadowolona. Tak jak powiedział doktor P. Pluta, że z tej mojej skancerowanej piersi zrobiłam atut, pokryłam te wszystkie blizny, szramy.
Kiedyś na nią nie mogłam patrzeć, a w tej chwili staję przed lustrem i mówię „kurcze, ta jest ładniejsza!” (śmiech) ona naprawdę jest bardzo ładna 😉

K.B. Minęły trzy lata od choroby, wyglądasz pięknie. Patrząc na Ciebie nigdy nie pomyślałabym, że masz za sobą takie przeżycia, że jesteś po takich przejściach. Gratuluję. Jakie są Twoje plany na przyszłość?

I.P.F. Chciałabym przekazać moje wszystkie doświadczenia z przechodzenia choroby, z operacji usunięcia piersi jak i rekonstrukcji – podzielić się z kobietami wiedzą, doświadczeniami jak i obserwacjami organizmu po roku, dwóch, trzech od zabiegu. Chciałabym im opowiedzieć, co je czeka. Dlatego zdecydowałam się udzielić tego wywiadu, bo ja już to wszystko mam za sobą, stanęłam na nogi, uważam, że teraz naprawdę mam siłę, moje dzieci są już w miarę duże, mam wsparcie, przyjaciół. Jestem winna to wszystkim ludziom, którzy mi pomogli, winna wszystkim kobietom dokoła, aby pomóc i przybliżyć temat choroby nowotworowej. Karolina, mam wielką satysfakcję! Jestem pierwszą kobietą w rodzinie, która dożyła pięćdziesiątki. Jestem z tego dumna. Było naprawdę źle, ale zmobilizowano mnie do walki o życie, nie miałam wyjścia, musiałam żyć!

K.B. a co z kobietami, które nie mają na kogo liczyć, nie mają tyle szczęścia, przyjaciół?

I.P.F. Na pewno trzeba je znaleźć, uświadomić, i krok po kroczku pozwolić wyjść z domu, trzeba je wyciągnąć do życia, dać im nadzieję, żeby wiedziały, że można, że się da. Tak jak postąpili ze mną moi najbliżsi. Jestem im za to bardzo wdzięczna.

K.B. Bardzo dziękuję Ci za rozmowę.

I.P.F. Dziękuję.

Podczas naszego spotkania powstał niesamowity pomysł. Iwona podjęła współpracę z naszą Fundacją. Chętnie opowie Wam o swojej chorobie, odpowie na nurtujące Was pytania odnośnie rekonstrukcji jak i samej choroby nowotworowej piersi. Aby skontaktować się z Iwoną napisz do nas na: fundacjapelnapiersia@gmail.com