Rozmowy o ŻYCIU PEŁNĄ PIERSIĄ: „Dziewczyny przerwijcie pępowinę choroby!” przesłanie Ani z Łodzi

W odpowiedzi na nasz cykl „Rozmowy o Życiu Pełną Piersią”, dostaliśmy takiego oto maila od Ani z Łodzi. Publikujemy go, bo jest to niesamowite świadectwo pozytywnej energii, którą należy przekazywać dalej. Aniu – dziękujemy i trzymamy kciuki za Himalaje i nie tylko!

Ania miała zobioną mastektomię z jednoczesną rekonstrukcją. Ania pisze do nas tak:

…..Przyznam, że gdy dowiedziałam się o chorobie było mi wszystko jedno. Jednak dziś nie wyobrażam sobie nie mieć implanta. Już drugiego dnia zaakceptowałam „silikona”- tak nazywam nową pierśJ. Doktor obiecywał że będę żyć jak przed operacją i dotrzymał słowa. Piszę o tym dlatego aby przekonać innych, że wszelkie bariery są w głowie. Minął dopiero rok a ja już wróciłam do pełnej sprawności, a pomimo wieku – 47 lat – dość dużo od siebie wymagam – trenuję cross-fit to dość ciężka dyscyplina (pompki, sztanga, podciągania). Wróciłam do formy sprzed operacji J. Nawet pan doktor się troszkę zdziwił – obiecuję doktorze dbam o siebie – ręka w porządku, nie puchnie, nie drętwieje nie boli. Na co dzień obracam się wśród wysportowanych młodych ludzi to oni są moim napędem.
Nie myślę o ty co przeżyłam. Mam swoje cele sportowe. Chcę coraz więcej i więcej. I to jest moja rada dla wszystkich kobiet – nie warto żyć chorobą, tym co „nas złego spotkało, jakie to musimy być silne i takie tam….”, bo tak naprawdę nie stało się nic. Dlatego nie piszę o tym co przeżyłam (umówmy się – traktowałam raka jak WYROK, ale nie chcę mówić o rzeczach złych).. całe szczęście doktor wyleczył również moją psychikę bardzo mi pomógł, będę jego dłużniczką do końca życia.
Może właśnie dlatego teraz z perspektywy roku uważam, że choroba wywarła na mnie dobry wpływ.
Oto kilka faktów:

  • Był to rak piersi – całe szczęście „cycka” można wyciąć, a mózg, trzustkę….?
  • Są choroby dużo gorsze – takie na które w ogóle nie ma lekarstwa.
  • W czasie choroby zobaczyłam jak wielu mam przyjaciół, jak wielu osobom na mnie zależy.
  • Mój mąż i córcia rozpieścili mnie – byłam księżniczką J tak naprawdę dbają o mnie do dziś
  • Zrozumiałam co jest naprawdę ważne w życiu
  • Byłam nerwusem, raptusem teraz….. nawet w pracy pytają czy mam nerwy, wszyscy się wściekają, a ja wiem, że nie warto – zmieniłam priorytety
  • Zrozumiałam jak ważne są życzenia dużo zdrowia…
  • Mam swoje cele, i dążę do ich realizacji
  • W szpitalu obiecałam sobie, że jak wyzdrowieję to muszę wrócić na cross fit, albo przebiec półmaraton. Już wiem, że nie musze aż tyle biegać.,,
  • Szykuje się na trekking w Himalaje – wiem że muszę tam pojechać bo po trosce o rodzinę to była pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy gdy usłyszałam wyrok „umierasz a mnie byłaś w Himalajach” – już odkładam pieniądze może znajdę sponsora.
  • Teraz już wiem że trzeba się realizować, trzeba żyć!

Dziewczyny przerwijcie pępowinę choroby. Nie wolno żyć tylko wspomnieniami. nazywacie się „amazonki” – walczcie, ale ze sobą, ze swoimi słabościami.

Pozdrawiam,

Anka z Łodzi